W Arnhorn przebywaliśmy kilka dni, gdzie w międzyczasie dowiedzieliśmy się, że organizowany był tam Wielki Turniej. Wielki Turniej odbywa się co roku i są to jedne z bardziej prestiżowych zawodów w Imperium. Oprócz typowych zawodów, w trakcie trwania turnieju, trwa wielki festyn i zabawa do białego rana przez kilka dni z rzędu. Organizatorem turnieju był Hrabia Junrig Damoklefenh, którego rodzina od pokoleń finansuje i trzyma pieczę nad zasadami zawodów. Udział w turnieju biorą tylko drużyny pięcioosobowe, nie ma tam miejsca dla indywidualistów. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby jakaś grupa nieznanych sobie osób zebrała się razem i zapisała się na zawody. My byliśmy w tej komfortowej sytuacji, że mieliśmy już drużynę i widząc szansę zarobienia i pokazania się, zapisaliśmy się na turniej jako "Drużyna Magii i Miecza".
Konkurencji było pięć:
1. Siłowo-wytrzymałościowa (Kragimor) – polegała na walce na pięści, miecze oraz mierzenie się w piciu spirytusu krasnoludzkiego.
2. Zręcznościowa (Gordon) – polegała na przejściu przez tor przeszkód i wyciąganiu jabłka, aby nie dotknąć dzwoneczka.
3. Opowieściowa (Morgass) – trzeba było opowiedzieć trzy ciekawe historie z dowolnej tematyki.
4. Umysłowo-magiczna (Gurney) – należało rozwiązać zagadkę logiczną, następnie „strzelać" magicznym sztyletem do tarczy, a później do gołębia w locie.
5. Łucznicza (Ja) – turniej strzelecki, gdzie strzelano do tarczy z 50, 100 i 200 metrów.
Na turniej zapisało się wiele różnych grup, ale do finału doszło jedynie kilka, z którymi walczyliśmy o zwycięstwo. Były to Zaklęte Ostrza, Niepokonane Zastępy i Reprezentacja Gwardii Cesarskiej.
W trakcie trwania turnieju odbył się bal, na który, jako jedni z finalistów, zostaliśmy zaproszeni. Na balu zdarzył się nieszczęśliwy wypadek, czarodziejce Zaklętych Ostrzy wyrwał się spod kontroli drewniany golem i zaatakował ją. Na szczęście byliśmy w pobliżu i wraz z ochroną pocięliśmy go na drzazgi.
Mimo że nie każdy z nas był najlepszy w swojej konkurencji, to drużynowo turniej wygraliśmy. Finał turnieju swoją osobą zaszczycił sam Cesarz Fryderyk IV, od którego za wspaniały występ dostałem prezent: Strzałę Śmierci – przedmiot obdarzony potężną magią, która prawie nigdy nie chybia celu.
Po zakończeniu turnieju zostaliśmy zaproszeni przez organizatora całej imprezy, hrabiego Junriga. Na kolacji hrabia oznajmił nam, że skradziono magiczny sztylet, który posłużył w jednej z konkurencji w Turnieju. Złodziej jednak nie wiedział, że sztylet jest magicznie połączony ze specjalnie stworzonym do tego celu pierścieniem. Pierścień potrafi zawsze bezbłędnie wskazać drogę bezpośrednio w miejsce, gdzie znajduje się sztylet. Za odnalezienie sztyletu wyznaczono wysoką nagrodę, a my zgodziliśmy się podjąć tej misji.
Na następny dzień wszyscy wyruszyliśmy na poszukiwania złodzieja. Trop prowadził do karczmy „Pod zdechłym krasnoludem”, gdzie w pokoju na zapleczu oczekiwała nas pewna persona. Gallem Lepiss, bo tak się przedstawił człowiek, który na nas czekał, zaproponował nam bardzo poważne zadanie. Okazało się, że kradzież sztyletu była zaplanowana i miała na celu sprowadzenie nas do gospody. Gallem był czarodziejem Kapituły Imperium, osobą bardzo wysoko postawioną i wpływową. Przypuszczaliśmy, że powodem „kradzieży” sztyletu była chęć porozmawiania z nami w miejscu, gdzie nie można byłoby podsłuchać tej rozmowy. Czarodziej zwrócił na nas uwagę między innymi dlatego, że wygraliśmy prestiżowy turniej, sprawdziliśmy się. Druga sprawa to to, że Gurney był przecież członkiem Kapituły, więc chcąc nie chcąc rozmawialiśmy właśnie z jego wysoko postawionym przełożonym. Gallem zaproponował nam układ, odda nam sztylet, za który dostaniemy sporą nagrodę u hrabiego, jeśli my wykonamy dla niego o wiele trudniejszą misję, za którą także zostaniemy sowicie wynagrodzeni - czyli krótko mówiąc, podwójna zapłata!. Chodziło o zdobycie Księgi Kapituły, którą wykradli zbuntowani magowie renegaci z Kaettler. W wyniku buntu Kapituła podzieliła się, a jedna z Ksiąg, która zawierała najpotężniejsze czary tej organizacji, została zabrana przez zdrajców. Magowie renegaci wkupili się w łaski Króla Arkanii i założyli swoją siedzibę na południu tego kraju, w miasteczku Bagest. Nazwali siebie Kapitułą Cienia, a ich przywódcą został jeden z najlepszych czarowników Kapituły Imperium, niejaki Aphorphis. Odzyskanie Księgi przez Kapitułę było sporym problemem, ponieważ frontalny atak w obcym państwie mógłby się skończyć jeszcze większym konfliktem. W dodatku Arkania była sojusznikiem Imperium i nikt nie chciał psuć tych stosunków. Wysłanie doświadczonego maga Kapituły także mijało się z celem, ponieważ ten mógł zostać po prostu rozpoznany przez byłych towarzyszy. Padło więc na doświadczoną drużynę, ale nie powiązaną z Kapitułą, czyli na nas.
Nie chcieliśmy się od razu zgodzić na warunki maga, więc ten zaproponował dla każdego z nas osobną nagrodę i z każdym wynegocjował inne warunki zapłaty. Ja zgodziłem się pod warunkiem, że ściągnie ze mnie klątwę, jaką rzucił na mnie Rotaff, czarodziej renegat. Klątwa ta pod groźbą śmierci zabraniała mi mówić o czarodziejach renegatach. O przysługę tą prosiłem już wcześniej Kragimora, ale ten powiedział, że zrobi to, jeżeli będę modlił się do jego boga Richitera Wielkiego, na co się nie mogłem zgodzić. Gallem zgodził się ściągnąć tę klątwę, a ja jedyne co musiałem zrobić, to nabyć perłę potrzebną jako składnik do czaru. Po zakupieniu perły udałem się do Gallema, który rzucił na mnie zaklęcie przełamujące czar Rotaffa. Jako że się nie znam na czarach, nie mogłem być pewien, czy klątwa rzeczywiście została zdjęta, dlatego nawet teraz nie wspominam o wydarzeniach, które rozegrały się we wsi, gdzie byłem więziony przez "Czarny Odwet" - z magią nigdy nic nie wiadomo. Tak więc jako ostatni z drużyny zgodziłem się podjąć misji odzyskania Księgi.