Po czterech dniach podróży dotarliśmy do Rogatek Lagos. Była to twierdza, która znajdowała się na jedynym szlaku wiodącym do Amien, miasta portowego na północy wyspy. Na wschodzie znajdowało się zaś miasteczko Nortin, które nie miało jednak swojego portu. Na Rogatkach napotkaliśmy na kolejny problem, ponieważ nie było nas stać, aby zapłacić za przejście przez bramy. Dowódca, który tam stacjonował, zaproponował nam bezpłatne przejście w zamian za malutką przysługę. Kilka kilometrów od Rogatek, w bagnistym lesie, znajdowały się ruiny starożytnego miasta Yoman. Dowódca garnizonu, Cormak, chciał abyśmy tam poszli i zdobyli pewien przedmiot.
Początkowo nie chcieliśmy się zgodzić, mieliśmy już dość tej wyprawy i tej paskudnej wyspy porośniętej wszechobecną dżunglą i usianej niezliczonymi bagnami, ale nie widząc innego wyjścia wyruszyliśmy na spotkanie kolejnej przygody. Wraz z nami szedł Wilder, przewodnik, a także, jak się później okazało, pod przykrywką czaru niewidzialności, brat Cormaka, Dadian. Gdy dotarliśmy do ruin miasta, wyruszyłem na rekonesans. Miasto okazało się być siedzibą potworów, które nazywane są Bullywugami. Są to pół-ludzie, pół-żaby, wywodzące się od starożytnej i inteligentnej rasy, której historii już nikt nie pamięta.

W centrum miasta znajdował się ołtarz, na którym umieszczony był poszukiwany przez nas przedmiot – złoty kielich, którego czcili mieszkańcy tego miasta. Postanowiliśmy pod przykrywką nocy wykraść kielich i uciec bez walki. Trzymając się tego planu zaczailiśmy się w jednym z opuszczonych domów, a gdy zaczęło się zmierzchać, rozpoczęliśmy akcję. Ja jako posiadający największe umiejętności maskowania się i skradania, ukrywając się, podczołgałem się do ołtarza i zabrałem z niego kielich. Nie obyło się bez rozlewu krwi, ponieważ zniknięcie tego przedmiotu stosunkowo szybko zostało zauważone. Nie widząc innego wyjścia, zaczęliśmy szaleńczą ucieczkę do Rogatek. Naszych prześladowców spowolniło kilka czarów rzuconych przez Dadiana, który cały czas nas osłaniał.
Kiedy oddaliśmy kielich, nie mieliśmy więcej problemów z przejściem przez Rogatki, więc czym prędzej wyruszyliśmy w dalszą podróż. Cormak i Dadian ostrzegali nas jednak, że już od dosyć dawna nie mieli żadnych wieści z miasta i są zaniepokojeni tym faktem. Wyspa leży na uboczu głównych morskich szlaków handlowych i często bogate północne ziemie są napadane przez pirackie bandy. Być może i tym razem tak się stało i miasto jest oblężone.
Nie było nam jednak dane dojść do Amien. Po drodze do miasta natknęliśmy się na nieprzytomnego człowieka, który po ocuceniu powiedział, że nazywa się Gordon da Costa i ma złe wieści. Amien zostało napadnięte przez armię, która w większości składała się z trupów i która zdołała je zdobyć pomimo ogromnych strat. Nie mając ochoty na walkę w kolejnej bitwie, w dodatku z całą armią nieumarłych, zawróciliśmy w kierunku Rogatek. Po drodze dogonili nas uciekinierzy z Amien, którzy również próbowali się przedostać na południe wyspy, jak najdalej od rejonu walk.
Na Rogatkach dowiedzieliśmy się, że Cormak i Dadian postanowili bronić się na Rogatkach i w ten sposób dać czas uciekinierom z Amien dostać się na południe wyspy. Nasza drużyna zdecydowała się pomóc w obronie Rogatek i czym prędzej przystąpiliśmy do budowy umocnień murów.
Następnej nocy nastąpił pierwszy atak nieumarłych, ale był on całkowicie nieskładny i łatwo udało się go odeprzeć. Prawdopodobnie były to przednie wojska armii, które albo wyrwały się spod kontroli albo miały za zadanie sprawdzić siłę i taktykę obrońców.
Kolejny atak był o wiele gorszy, ponieważ na miejsce najwyraźniej dotarł mag, który powołał tych nieumarłych do życia. Najgorsze było to, że atak przeprowadzali zabici obrońcy Amien. Można powiedzieć, że dowódcy nekromanckiej armii zawsze byli zwycięzcami, ponieważ nieważne kto ginął, to i tak stawał się w późniejszym czasie kolejnym żołnierzem tej przeklętej armii. Atak był przemyślany, a w dodatku ktoś wyczarował magiczny taran, który wyłamał bramy Rogatek. Walczyliśmy zaciekle, wiedząc, że nie mamy szans na przeżycie i chcąc zabrać ze sobą jak najwięcej ofiar. W końcu jednak ulegliśmy przewadze liczebnej, ale pod eskortą ostatnich oddziałów Cormaka i Dadiana zdołaliśmy zbiec na pobliskie bagna. Tam błąkalismy się wiele dni, ścigani przez nieumarłe watahy, cały czas przedzierając się na wschód, aby przebić się do Nortin.