Kronika

Kroniki LVI: Leredeon i Jeerhena I

Po zdobyciu żelazodrzewa Goth kuje azurytowe okucia i przyjmuje Ziriel jako wojownika świątynnego Lorsha. Następny etap sztandaru prowadzi drużynę do Leredeonu, na terytorium Jeerheny, gdzie pajęczyny, trucizna i lęk magów szybko pokazują cenę wyprawy po nici.

2.05.2026 • Cad • Goth un Nathrek • Kroniki Gotha

Zgodnie z naszą umową Loren Dał nam kawałek żelazodrzewa oraz obiecał pomoc tutejszych rzemieślników w przygotowaniu go na drzewiec. Zostaliśmy jeszcze kilka dni, abym mógł nadzorować stworzenie drzewca. W tym czasie poinformowałem moich kompanów, że najlepiej będzie jak rozdzielimy się, ponieważ ja muszę udać się teraz do kuźni przy Zaiharze, aby wykuć tam okucia z azurytu. Oni natomiast powinni udać się do Dirdighen i przygotować do podróży do Lerdeonu.

Tak też zrobiliśmy. Ja i Ziriel odłączyliśmy się od drużyny i mogłem jej pokazać wspaniałość mocy Lorsha, którą zostałem obdarzony. Była to modlitwa zwana „Spacerem w chmurach”. Na początku Ziriel była zdezorientowana, jednak szybko przyzwyczaiła się do nowej postaci i razem szybowaliśmy w chmurach w stronę Zaihary. Podróż przebiegała spokojnie, gdyż nie spotykaliśmy na swojej drodze nikogo, a podczas postojów opowiadałem jej o wojownikach świątynnych oraz o naszych zwyczajach na Ziemiach Mrozu. Po 9 dniach dotarliśmy do starej, krasnoludzkiej kuźni i mogliśmy się przygotować do kucia.

Czułem ogromne napięcie, ponieważ nigdy wcześniej nie robiłem tak wymagających rzeczy, jednak wierzyłem, że Lorsh poprowadzi me ramię. Cała procedura trwała kilka godzin, jednak po jej zakończeniu byłem niezwykle zadowolony ze swojego dzieła. Za pierwszym razem udało mi się wykonać odpowiednie okucie, a materiał, który mi został, wykorzystałem na ostrze na końcu drzewca.

Ziriel cały czas mnie obserwowała i po zakończeniu mojego dzieła odbyliśmy szczerą rozmowę. Elfka zdecydowała się zostać wojownikiem świątynnym i poprosiła mnie o ten zaszczyt. Ucieszyłem się z decyzji mojej kompanki, gdyż niejednokrotnie udowodniała ona swoje umiejętności i odwagę… Powiedziałem, że gdy tylko wrócimy do Dirdighen wypełnię odpowiednie dokumenty i przeprowadzimy ceremonię.

Nasza podróż powrotna trwała kilka dni i po powrocie powiadomiliśmy naszych kompanów o decyzji mojej i Ziriel. Ceremonia w świątyni odbyła się dwa dni później, dzięki pomocy kapłanów ze świątyni, którzy zdawali sobie sprawę z naszego pośpiechu. Tuż po niej udaliśmy się do karczmy „Rycerz Śmierci”, w której zamieszkuje zwykle Nandin, gdzie świętowaliśmy do samego rana. Wiedziałem, że od teraz mam bardzo silnego sojusznika w drużynie i mogę być pewny za jej decyzje.

Naszym następnym celem był las Leredeon, w którym zamieszkuje legendarna Jeerhena i gdzie chcieliśmy zdobyć nici z jej pajęczyny. Razem z Ziriel udaliśmy się do Lerdeonu po odtrutkę na jad pająków, żyjących na terytorium Jeerheny, natomiast magowie mieli dołączyć do nas w zajeździe na Królewskim Szlaku Kupieckim, który przebiega wzdłuż Lasu ze wschodu na zachód. Ziriel udało się zdobyć odtrutkę i wszyscy razem wykorzystując nasze moce udaliśmy się w kierunku terytorium, który przypuszczalnie zamieszkuje Jeerhena.

Po zagłębieniu się między pierwsze drzewa północno-wschodniego Leredeonu, nie zauważyliśmy niczego specjalnego, jednak czym głębiej wchodziliśmy, tym atmosfera stawała się gęstsza. Po jakimś czasie natknęliśmy się na barierę z pajęczyn, gdzie musieliśmy za pomocą drągów przedzierać się przez nie i pomyślałem, że jeśli to będzie tak dalej wyglądać, to nasze zadanie stanie się bardzo trudne. Całe szczęście bariera pajęczyn miała tylko kilkanaście metrów, a dalej były one widoczne, ale już nie taki gęste. Gdzieniegdzie na drzewach widzieliśmy ogromne kokony, w których pająki przetrzymywały swoje ofiary.

Na pierwszy atak nie musieliśmy czekać długo. Z drzew, wprost na nasze głowy, opuściły się trzymetrowe pajęczaki. Nie dość, że atakowały swoimi wielkimi szczękami, to jeszcze trzeba było uważać na żądło, w którym miały swoją truciznę. Tuż po rozpoczęciu walki jeden z pająków rzucił się na Radagasta i powalił go. Widziałem, że po chwili przestanie działać bariera ochronna jaką mag miał na sobie, więc czym prędzej rzuciłem mu się na ratunek. Radagast był tak roztrzęsiony tym faktem, że do końca walki nic nie robił, tylko skulony leżał na ziemi. Zresztą nasz drugi mag wcale nie radził sobie lepiej i tylko umiejętności Ziriel pozwoliły mu wyjść cało z tej potyczki. Widziałem, że Radagast i Nandin są ranni, jednak nekromanty nie zamierzałem leczyć – nasza umowa cały czas obowiązywała i póki co musi sobie sam radzić. Co do Nandina zaś czekałem na ruch z jego strony. W końcu nie wytrzymała Ziriel i poprosiła mnie, żebym wyleczył Nandina, jednak musiałem jej wytłumaczyć, że to on sam musi tego chcieć i o to mnie prosić. Widziałem, że nie przyszło mu to łatwo, jednak w końcu mag zwrócił się do mnie po pomoc. No więc, nie musiałem czekać aż tak długo na tą chwilę…