Gdy strudzeni ucieczką, podążaliśmy drogą, zauważyliśmy na niej konnego. Zeszliśmy na bok, aby zrobić mu miejsce i gdy podjechał bliżej, zauważyliśmy, że nie jest to nikt inny jak Kriss. Okazało się, że Aramis i on również podążają do Lupis i aby zmylić trop, rozdzielili się. Kriss po drodze natknął się na jednego ogra, który go trochę pokiereszował. Na samym początku rozmowy Kriss wypomniał mi, że mam ze sobą klejnoty, które zdobyliśmy zabijając bandytów w wiosce i powiedział, że jestem złodziejem i nie chciałem im ich oddać. Strasznie mnie tym zdenerwował, tak bardzo, że aż musiałem napić się nieco spirytusu. Postanowiłem nie odzywać się do niego i nie zwracać uwagi na jego osobę. Strasznie dziwni ci ludzie z Południa, najpierw pomagasz im uratować życie, zabijasz z nimi smoka, a po chwili stwierdzają, że nie chcą z tobą więcej się widzieć i oskarżają cię o złodziejstwo. Coś mi się wydaje, że to pogoń za bogactwem tak ich zmienia. Na szczęście Drum i Sheila nie są tacy jak oni i im mogę zaufać.
Dotarliśmy do Treoss z zamiarem wykurowania ran i kilku dni odpoczynku. Udało nam się wykorzystać to, że był ostatni dzień Karnawału Piwnego i po wynajęciu pokoju w karczmie, udaliśmy się na rynek.
Zabawa była przednia, Kriss oczywiście nie uczestniczył w niej, bo jakże by inaczej. Następnego dnia udaliśmy się do medyka Eryka, aby zobaczył nasze rany. Ja otrzymałem paskudne cięcie przez policzek i zostanie mi z tego brzydka blizna. Kolejną sprawą, którą chcieliśmy załatwić, było udanie się do naczelnika straży, Johana, aby go poinformować o śmierci Jandera, brata Sheili. Wiadomość ta zasmuciła go i obiecał, że zorganizuje symboliczny pochówek na miejskim cmentarzu. Pogrzeb odbył się dwa dni później i była to najbardziej przygnębiająca część naszego pobytu w Treoss. Po siedmiu dniach wyruszyliśmy do Lupis. Już na początku szlaku Kriss oczywiście wyskoczył z kolejną głupotą, a mianowicie oznajmił, że ślubował, że nie wyciągnie miecza przez jakiś czas i dlatego, gdybyśmy zostali zaatakowani, nie będzie nam pomagał się bronić. Wprawił mnie w osłupienie tą nowiną i teraz już jestem pewien, że coś jest z nim nie tak. Całe szczęście, że po drodze nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego i nie byliśmy zmuszeni do walki.
Po trzech dniach dotarliśmy do Lupis. W mieście zatrzymaliśmy się w karczmie „Pieczęć”, w tej samej, w której przebywałem z Drumem na początku mojej podróży. Gdy byłem sam w pokoju, pomyślałem o tym jak dużo się wydarzyło od tego czasu i ile ciekawych wydarzeń przeżyłem od tego czasu. Jestem wdzięczny Agbarowi, że pozwala mi odbyć tę podróż.
W Lupis Drum przyznał się Krissowi i Sheili do tego, że jest Strażnikiem Dominium i wytłumaczył im jak ważne są zapiski, które przewozi ze sobą Aramis. Powiedział również, że to przez nie jesteśmy ścigani przez zabójców „Czerwonego Gemu”.