Kronika

Kroniki XLVII: Paddar, Paddar, Paddar...

Po ucieczce z Leredeonu Radagast leczy rany po magii Jeerheny i dociera z drużyną do Paddar. Stolica Tragonii szybko odsłania własne kłopoty: tajemniczego Iskaratiego, obrazy przyszłości i kanały, w których od lat znikają ludzie.

1.05.2026 • Bast • Radagast • Kroniki Radagasta

Rozpaliliśmy ognisko blisko szlaku i rozbiliśmy obóz w okrąg, ażeby ciepło tlącego się ognia przyniosło ulgę i spokój. Niestety widoku księżyca i pięknego letniego nieba nie doczekałem… Rany zadane „Drążeniem Larlocha”, rzuconym we mnie przez Jeerhenę, spowodowały poważne obrażenia i wyniszczenie mojego organizmu. Goth, w prawdzie mniej ranny i lepiej wyglądający, też padł z powodu utraty siły, która zregenerować się mogła tylko przy porządnym odpoczynku. Pozwolili nam spać całą noc, ale nad ranem musieliśmy przejąć wartę i tak trwało to do poranku dnia następnego.

Drugiego dnia obozowania postanowiliśmy udać się do Strażnicy Królewskiej znajdującej się na rozstajach Królewskiego Szlaku Kupieckiego i traktu do Dirdighen. Stamtąd z powrotem planowaliśmy ruszyć do Dirdighen. Nandin uraczył mnie „Lataniem”, gdyż mój potencjał praktycznie w ogóle nie regenerował się przy tam poważnych ranach… Późnym wieczorem dotarliśmy do strażnicy, gdzie spędziliśmy, głównie z mojego powodu, dwie kolejne noce na odpoczynku. Przed południem trzeciego dnia, wraz z elfem skoczyliśmy za pomocą „Teleportacji” do Dirdighen. Nandin wrócił do swojego pokoju w „Rycerzu Śmierci”, a ja wynająłem osobny pokój dla siebie i Ziriel, która później miała z Gothem do nas dotrzeć. Po przybyciu zdałem sobie sprawę, że wyniszczenie czarem, którego stałem się ofiarą, całkowicie blokuje moją naturalną rekonwalescencję, więc postanowiłem jeszcze tego samego popołudnia udać się do Nishiru po leczącą miksturę.

Kolejnego dnia po południu byłem już całkowicie wyleczony, samopoczucie i apetyt wróciły, a moce zaczęły się odnawiać. Dosłownie „chwilę” później do pokoju weszła Ziriel… Umówiliśmy się wszyscy na małą ucztę z okazji udanej misji, więc do tego czasu mogłem wrócić do nauki czarów. Minęły kolejne dwa dni, podczas których nie wyściubiałem nosa spoza ksiąg, a reszta drużyny odwiedzała tutejszych rzemieślników, dowiadując się kolejnych szczegółów wykonania sztandaru. Rankiem trzeciego dnia opuściliśmy miasto i ruszyliśmy szlakiem w kierunku Paddar, stolicy Tragonii…

Ponad dwa tygodnie zajęło nam dotarcie do miasta. Przez czas spokojnej podróży pogłębiałem swoją wiedzę o wcześniej zdobyte czary. Spotykaliśmy liczne karawany i pojedynczych kupców, od których zbieraliśmy informacje na temat miasta, panujących w nim praw i tego, czego powinniśmy unikać i wystrzegać się w poszczególnych dzielnicach…


Mapa Paddar, stolicy Tragonii

Paddar dzieli się na Wysokie i Niskie Miasto. Wysokie wzniesione zostało na wzgórzach, o wiele później niźli starsze, Niskie. Dlategoż jego plan, rozmieszczenie dzielnic i ulice, których rozkład jest przejezdny i przemyślany, sprawia wrażenie, jakoby architekci i projektanci wyciągnęli wnioski z budowy niższej części miasta. Po drugie Wysokie Miasto zamieszkują bogaci i wpływowi… Król, szlachta i jego poplecznicy, bogaci kupcy, politycy, magnateria i cała elita. Znajduje się tam większość poważanych świątyń, urzędy i budynki administracyjne. Obok Wysokiego Miasta znajduje się Dzielnica Żaków, która co prawda stoi za murami Wysokiego Miasta, ale jest zaliczana jako jego integralna część. W Dzielnicy Żaków znajduje się Uniwersytet Paddarski oraz słynna Akademia Magii w Paddar, gdzie tylko tam można zdobyć glejty zezwalające na handel magią na terenie miasta… W Wysokim Mieście panuje czystość, ład i porządek, a każdy ogródek i zieleniec jest zadbany i pięknie przystrzyżony…

Niskie Miasto, „pierdlonik”, bo tak większość kupców i przejezdnych o nim mówiło, jest starszą częścią Paddar… Jego długowieczność sięga już prawie dwóch tysięcy lat! W dzielnicach panuje nieład i „chaos”… Ulice są ciasne i nieuporządkowane, jakby masa budowniczych stawiała miasto według tysięcy indywidualnych projektów i pomysłów, a gdzieś granica zdrowego rozsądku i porządku straciła się po dwóch pierwszych, wybudowanych domach… Dodatkowo mieszka tam ogromna rzesza ludzi i nieludzi, którzy do ostatniego łóżka wypełniają ciasne i liczne pomieszczenia. Podróżni i awanturnicy, do brzegów zapychają ulice, które z niezliczonymi straganami i rzemieślnikami, już i tak są zbyt tłoczne i ciasne… Jednym słowem panuje tam olbrzymi zgiełk i zamieszanie, tłok i ciasnota, istny „chaos”…

Do Paddar można dostać się przez kilka Bram Głównych. Brama Wschodnia w Wysokiej Dzielnicy, zwana Bramą Książąt wymaga od przyjezdnych glejtu, pozwolenia na przekroczenie jej progu. Brama Zachodnia, zwana Bramą Syren, która bogato zdobiona ornamentami i posągami, wprowadza bezpośrednio na Wysoką Aleję – brukowaną drogę, która wiedzie środkiem miasta, poprzez Niską Dzielnicę, aby dojść do Wysokiego Miasta. Wysoka Aleja to główna droga miasta, idealnie prosta, dzieląca miasto wzdłuż, a wokół niej można znaleźć najlepsze gospody, dziesiątki sklepów. Brama Południowa wiedzie przyjezdnych do Starego Miasta w Niskim Mieście, a stamtąd gdziekolwiek „dusza zapragnie”…


Po długim czasie oczekiwania i mozolnie poruszającej się kolejce przyjezdnych, wjechaliśmy Syrenią Bramą za mury miasta. Aleja Wysoka prowadziła prosto do Wysokiego Miasta. Wzdłuż niej rozstawione były liczne i przeróżne stragany, a sama ulica była mocno zatłoczona i ciężka do swobodnego przejścia. Ja i Nandin udaliśmy się do karczmy „Czerwony Smok”, którą pamiętałem z wcześniejszej wizyty w mieście, gdzie wynajęliśmy pokój na cały tydzień. Natomiast Ziriel wraz ze swym przełożonym, Gothem, mieli nocować w świątyni Lorsha, która znajduje się w Wysokim Mieście.

Korzystając jeszcze z prawie całego dnia postanowiłem znaleźć handlarza magicznymi ingrediencjami, aby uzupełnić swoje własne braki w wyposażeniu. Długo błądziłem i wypytywałem o tego typu kupców… W końcu skierowano mnie na Wysoką Aleję, a potem w kierunku Dzielnicy Żaków, gdzie w Akademii Magii miałem znaleźć wszystko, co mnie interesowało… Niestety okazało się na miejscu, że do handlu czarami potrzebne jest specjalne zezwolenie, glejt królewski, który odpłatnie i nie tanio, do zdobycia jest za kilka tygodni…!!! Udałem się więc do niejakiej Alicji z Ulmar, na ulicę Złotą, która handluje poprzez swój sklep składnikami do czarów oraz magicznymi przedmiotami, ale butna „dama” nie była w stanie zadowolić mnie swoim skromnym i marnym uposażeniem…

Wieczorem wszyscy spotkaliśmy się przy szynku w naszej karczmie… Rozmawialiśmy swobodnie o najbliższych planach w mieście, kiedy nagle ktoś przebiegł obok nas i głośno krzyknął… „Robercie! Nagroda wynosi teraz 300 centarów!” Taka głośna wiadomość zwróciła uwagę wszystkich obecnych w sali. Drużyna spojrzała po sobie, a zaraz później na posłańca, który targany za rękaw umilkł nagle. „Zamknij się kurwa! Siadaj i mów!” – Prawdopodobnie ów Robert szybko uciszył podnieconego mężczyznę, po czym ostrożnie rozejrzał się po sali. Jego wzrok zatrzymał się na drużynie, której cała uwaga skupiona była właśnie na nich. Zaczęli szeptać do siebie, ale widać było podniecenie i unoszącą się nutkę euforii, powolutku ogarniającą grupkę skupioną wokół posłańca. „Słyszeliście?! 300 centarów! To przecież…!” – Ziriel nie skończyła zdania, bo Nandin machnięciem ręki uciszył wojowniczkę. Drużyna czekała w skupieniu i milczeniu, aż podsłuchujący elf cokolwiek im powie… Kilka chwil później grupa podpitych i zaaferowanych zdobyciem kupy złota mężczyzn, szybko opuściła gospodę. „Będziemy bogaci…!” – Kilku krzyknęło na wychodne, po czym zatrzasnęli za sobą drzwi gospody. Elf odwrócił się do nas z lekkim rozbawieniem na twarzy… „Nie usłyszałem zbyt wiele, ale ponoć miasto od kilku lat ma jakieś problemy z kanałami w Południowej Dzielnicy Niskiego Miasta… Setnik z tamtejszego garnizonu oferuje mnóstwo złota za rozwiązanie nękającego ich problemu…” – Nandin spojrzał na nas, a na twarzach drużyny widać było zaciekawienie, ale i odrazę… „Jak kanały, to znowu gówniana robota…” – Nandin podsumował sprawę, po czym wszyscy wstaliśmy od stołu…

Następnego poranka wszyscy spotkaliśmy się przed gospodą. Wynajęliśmy dorożkę, a następnie udaliśmy się pieszo do Niskiej Dzielnicy w poszukiwaniu Placu Rogacza. Tam ponoć, całkiem niedawno widziano Iskaratiego, który malował przeróżne obrazy… Młody chłopiec, przewodnik, prowadził nas na miejsce przez zatłoczone i niemożliwie skomplikowany rozkład ulic i uliczek tej części miasta. Plac był malutki, a naokoło niego otwartych było kilka pomniejszych sklepików. Kiedy nasz młody przewodnik pytał o artystę, na naszych oczach placyk zaczął „ożywać”… Rozkładali się na nim przeróżni „artyści” i figlarze, którzy za byle co, pragnęli zarobić jakąkolwiek sumę srebra. Nawet na naszych oczach rozegrała się na placu malutka bijatyka, ale szybko, jak gdyby nigdy nic się zakończyła. W końcu podbiegł do nas chłopak i oznajmił, że zna knajpę, w której często poszukiwany przez nas artysta, przesiaduje…

Kilkanaście długich minut szliśmy wąskimi uliczkami i zaciemnionymi zakamarkami do spelunki „Pod Urwanym Uchem”. Karczmarz po kilku chwilach rozmowy zdradził nam inny lokal i adres zamieszkania Iskaratiego. Posłaliśmy chłopaka na spytki… Po półtorej godziny oczekiwania, okazało się, że malarz jest w domu, więc czym prędzej, wraz z przewodnikiem, ruszyliśmy pod dany adres.

Kamienica okazała się istną ruderą, która, można by rzec, nigdy nie widziała remontu, czy jakiejkolwiek odnowy… Ostrożnie stąpając po dziurawej, drewnianej podłodze, weszliśmy do mieszkania malarza. Pod oknem, naprzeciwko, plecami do nas, siedział mężczyzna z pędzlem w ręku, tępo wpatrujący się w puste płótno, nie zaczętego jeszcze obrazu…


„Wiedziałem, że tu przyjdziecie! Wiedziałem…!” – Mężczyzna wstał i odwrócił się do drużyny… Był kompletnie pijany, a jego wygląd zewnętrzny wskazywał, że tyleż dni, co pił, tyleż samo się nie mył… Jego twarz zarośnięta i brudna, całkowicie zakrywała faktyczne rysy artysty. Ubrany był w przepocone i zabrudzone łachmany, które niegdyś mogły być schludną i czystą odzieżą, jaką w tym mieście noszą mieszczanie… Smród potu, moczu i rzygowin, gęsto unosił się w powietrzu, wywołując u drużyny zawroty głowy.

„Witaj…” – Goth z trudem powstrzymywał się od zwrócenia na podłogę niedawno spożytego śniadania – „…przybyliśmy do Ciebie, ponieważ już raz namalowałeś znajomy nam obraz…” Iskarati odwrócił się do pustego płótna, po czym niezdarnie namalował słowo „un Nathrek”… Kapłan otworzył usta ze zdziwienia, nie zwracając uwagę na wszędobylski smród… Reszta równie zaskoczona i zdziwiona spojrzała po sobie… „Leć po jakiś prowiant, bo wygląda na to, że będziemy tu musieli poczekać, aż wytrzeźwieje!” – Goth zagadywał młodego posłańca, kiedy nagle płótno zaczęło płonąć, a sam Iskarati jakby ocknął się z długiego letargu… – „Co do cholery?!” Ziriel cofnęła się instynktownie.


Położyliśmy pijanego malarza na łóżku i zaczęliśmy spokojnie oglądać mieszkanie. Od razu rzuciły nam się w oczy jego obrazy, które nie wiedzieć jakim sposobem, ale w większości przedstawiały nasze wcześniejsze przygody…!!! „Goth oblepiony pajęczyną, ja, który w gniewie czaruję w kierunku wojownika w płaszczu i z mieczem, Gotrek leżący u stóp Dina, dzierżącego drewniany mieczyk”, jednym słowem szok i fascynacja, ale z drugiej strony… jak to możliwe?! Jednak najbardziej zaintrygowały nas dwa inne obrazy… Jeden z olbrzymią jaskinią i setkami malutkich postaci, może ludzi, nad którymi stała ogromna postać z mieczem… Możliwe, że to Ogon Diabła i demon Reizermaran…! Drugi natomiast, przedstawiał Gotha walczącego z postacią woja w zbroi z zielonej łuski… Tylko jedna taka postać nam się skojarzyła… Mordrokk…! Staliśmy w milczeniu, wpatrzeni w oba obrazy, zastanawiając się, czy tak to się skończy?! Oby nie, bo w końcu przyszłość jest w ciągłym ruchu i w wielkim stopniu zależy od nas samych…

W końcu wrócił chłopak z jedzeniem i oderwał nas z zadumy. Goth zapytał go o niejaką Irinę von Cesnę, zwaną Srebrną Igłą, która jest znanym i cenionym krawcem – mówi się, że uszyła obecnemu królowi Płaszcz Królewski. Jednak młodzieniec nie mógł nawet zacząć zdania, bo nagle do pomieszczenia wpadła straż królewska, po Iskaratiego! Okazało się bowiem, że niejaki lord Barn, z Wysokiego Miasta, mieszkający w pobliżu rezydencji Alicji z Ulmar, oskarżył malarza o pobicie, przez co teraz czeka go proces i najprawdopodobniej kara więzienia w Południowej Baszcie…! Podsetnik, który dowodził tym oddziałem, nakazał zabrać pijanego Iskaratiego do Południowej Baszty, gdzie miał oczekiwać na proces.

Staliśmy osłupieni, ale nic nie mogliśmy zrobić… Zapytaliśmy więc o ogłoszenie setnika z owej baszty, dotyczące sprawy w kanałach… Podsetnik powiedział, że od kilku lat, robotnicy oczyszczający kanały, znikają w niewyjaśnionych okolicznościach. Z tego powodu od trzech lat nikt w tamtych stronach miasta nie czyści kanałów, przez co porobiły się zatory i w okolicy panuje straszliwy smród. Zorganizowano w międzyczasie kilka dodatkowych wypraw w kanały, ale one też zaginęły! Niedawno ludzie, mieszkańcy, zaczęli znikać nawet z ulic… Ponoć tylko jeden człowiek z jednej z ekspedycji zdołał wrócić, słyszał „trzepot skrzydeł” i coś ich zaatakowało, ale jego stan był na tyle krytyczny, że nie przeżył zbyt długo…

Zaoferowaliśmy podsetnikowi układ… My im pomożemy z kanałami, a oni pozwolą Iskaratiemu dokończyć w celi obraz, który miał dla nas namalować… Podsetnik skinął głową na znak zgody i powiedział, że jeśli zgodzi się setnik to on nie widzi problemu. Wraz z oddziałem poszliśmy więc do Południowej Baszty…