Kronika

Kroniki XX: Edwin Czarna Strzała

Zimowy powrót przez góry niemal kończy się śmiercią Lyrralta, dopóki na jego drodze nie pojawia się Edwin Czarna Strzała.

6.06.2026 • Cad • Lyrralt z Tales • Kroniki Lyrralta

Powrót zimą przez górskie szlaki był bardzo nierozsądny, o czym przekonałem się bardzo szybko. Lodowe potwory, okrutna pogoda, lawiny i brak prowiantu wyczerpały mnie tak, że drugiej części wędrówki praktycznie nie pamiętam. Niechybnie zamarzłbym na śmierć, ale uratował mnie szczęśliwy zbieg okoliczności. Przejeżdżający patrol strażników miejskich znalazł mnie gdzieś na zasypanej śniegiem drodze, kilka kilometrów od miasteczka Damun w Imperium. Znaleziono mnie nieprzytomnego i na wpół żywego zaniesiono do gospody, gdzie wezwano medyka. Nie dawano mi zbyt wielkich szans na przeżycie, ale cudem zacząłem dochodzić do siebie pod czujnym okiem tamtejszego uzdrowiciela, gdzie budziłem się w gorączce raz na kilka dni. Nie wiem jak długo byłem nieprzytomny, ponoć 2 tygodnie, ale kiedy się w końcu ocknąłem, byłem w pokoju w karczmie, a nademną stał Morgass, mój przyjaciel z którym się rozstałem wiele miesięcy wcześniej. Całkiem przypadkiem usłyszał historię w gospodzie o tajemniczym elfie, który przybył do bram miasta ledwo żywy. Zainteresował się tą sprawą i okazało się, że tym tajemniczym elfem jestem ja.

Okazało się, że Morgass pracuje aktualnie także dla elfa, o imieniu Nandin Lapass, członka Gildii „Złoty Los” z Dermath. Wykonywali oni akurat w tym mieście, czyli w Damun, zadanie, które zleciła im Gildia. Zadanie polegało na odszukaniu grupy awanturników, która okradła Gildię. Pechowcami tymi dowodził niejaki Edwin Czarna Strzała, ponoć były zabójca na usługach tejże Gildii. Jako że od znalezienia mnie przez strażników minęły ze dwa miesiące, powoli wracałem już do sił, a Gildia dobrze płaciła, więc zgodziłem się pomóc im w tym zadaniu.

Mieliśmy kilka dni z Morgassem na opowiedznie sobie swoich przygód, w których braliśmy udział przez ostatni rok. Niestety dowiedziałem się, że Gurney, Kragimor i Gordon zginęli w Bagest. Mój przyjaciel Morgass nie wiedział jak to się dokładnie stało, ponieważ sam zdecydował się opuścić drużynę i wrócić do kraju. Niedługo po rozstaniu doszły go słuchy o śmierci towarzyszy.

Po kilku dniach oczekiwania i zbieraniu informacji na temat tej grupy, dowiedzieliśmy się, iż czekają oni na kogoś w miasteczku. Ponoć planowali zasadzkę na tą osobę na pobliskim cmentarzu. Chcąc udaremnić im ten plan, a także spróbować ich pochwycić, udaliśmy się tam wraz z Morgassem, Nandinem, Proximem oraz Bagrielem. Niestety okazało się, że informacje, które uzyskaliśmy były fałszywe i to my wpadliśmy w zasadzkę – wilk stał się zwierzyną. Po bardzo ciężkiej, ale zwycięskiej walce, poważnie ranni dostaliśmy się do uzdrowiciela i po paru dniach jakoś wylizaliśmy rany.

Zadanie było wykonane, grupa Edwina zgładzona, a my mogliśmy wrócić do Dermath po odbiór nagrody.