Po przybyciu do Bagest zaczęliśmy od rozeznania się w sytuacji. Miasto zostało podzielone na dwie części, jedną zarządzał burmistrz, a drugą rządzili magowie renegaci, którzy nazywali się Kapitułą Cienia. Połowa miasta prawnie należała do magów, którzy, według plotek, wykupili ją od króla Arkanii za skarby zdobyte na czerwonym smoku. Historia zabicia czerwonego smoka przez magów renegatów jest rzeczywiście prawdziwa. Nie wiadomo jak się zwała ta bestia, jednak mówi się, że Aphorphis, przywódca Kapituły Cienia, zorganizował wielką wyprawę na smocze leże. W szturmie zginęło kilkaset osób, ale zdobyczny skarb był tak ogromny, że zapewnił on magom bezpieczne życie i pozwolił im uniezależnić się od Kapituły Imperium. Aby dostać się do części, w której przebywali magowie, trzeba było przejść przez bramę pilnowaną przez strażników Kapituły Cienia.
W czasie, w którym przybyliśmy do miasta, miała odbyć się licytacja przedmiotów magicznych. Gurney udał się tam, podejrzewając, że może znaleźć tam swoje rzeczy, które kiedyś zabrali mu magowie renegaci. Rzeczywiście jego przedmioty były na aukcji, ale magowie twierdzili, że zostały ona zdobyte w sposób zgodny z prawem. Księgi od Gurney’a i Morgassa kupił burmistrz, a czarodziejską laskę kupił pewien szaman orków, przywódca przebywającej w pobliżu miasta bandy.

Gurney postanowił udać się do burmistrza i spróbować odzyskać swoją własność. Kiedy udało nam się spotkać z burmistrzem, dowiedzieliśmy się od niego kilku ciekawych rzeczy. Burmistrz był osobą skonfliktowaną i nieprzychylną magom, nie był zadowolony z ich pobytu w jego mieście. Burmistrz jednak nie mógł nic zrobić, ponieważ renegaci legalnie wykupili u króla Arkanii połowę miasta. Dało się jednak wyczuć, że burmistrz ma zamiar w miarę możliwości uprzykrzać życie magom. Zgodził się też oddać księgi Gurney’owi i Morgassowi w zamian za pracę dla niego. Musieliśmy się na to zgodzić, bo na wykupienie ksiąg nie mieliśmy po prostu pieniędzy.
Chcąc sprawdzić nasze umiejętności, burmistrz na początek zlecił nam proste zadanie. Polegało ono na odzyskaniu magicznego lustra, które miało zostać przywiezione do miasta za kilka dni. Magiczne lustro należało do Kapituły Cienia i miało zostać sprowadzone do miasta na specjalne zamówienie magów renegatów. Nie dowiedzieliśmy się skąd burmistrz posiadał takie informacje, ważniejsze było to, że znaleźliśmy sojusznika.
Przebraliśmy się za wojowników Lorsha i zaatakowaliśmy wóz, który transportował przesyłkę. Wóz nie miał zapewnionej solidnej ochrony, ponieważ transport przesyłki był utajniony i nikt nie spodziewał się kłopotów. Dzięki temu zadanie udało nam się wykonać bez najmniejszych problemów, dodatkowo, dzięki naszemu przebraniu, całą winę udało się zrzucić na wojowników Lorsha.
Po zdaniu testu dla burmistrza, dostaliśmy o wiele trudniejszą robotę do wykonania. Naszym głównym zadaniem było odzyskanie dokumentów, które posiadał jeden z magów Kapituły Cienia, Felix. Dokumenty te obciążały burmistrza i chciał on je za wszelką cenę odzyskać. Dopóki my nie pojawiliśmy się na arenie rozgrywki, burmistrz miał związane ręce. Dodatkowo dowiedzieliśmy się, że mag Felix odkupił od orczego szamana magiczną laskę Gurney’a. To było dużo trudniejsze niż kradzież lustra, ale Gurney był bardzo zdesperowany i wymyślił plan, dzięki któremu za jednym razem odzyskalibyśmy i dokumenty i jego laskę. Kragimor w stroju kupca udał się do Felixa i zaproponował mu kilka przedmiotów magicznych w zamian za laskę od Gurney’a. Transakcja miała mieć miejsce poza miastem, a jej czas został określony na następną noc. Wszystko byłoby dobrze i przebiegłoby zgodnie z planem, gdyby nie mała wpadka – Kragimor zapomniał magicznego pierścienia, który mieliśmy zaoferować Felixowi. Podczas transakcji Felix spostrzegł, że w skrzynce, którą mu dajemy nie ma żadnego przedmiotu magicznego i rozgorzała walka. Kragimor, Morgass i Gurney rzucili się na Felixa, a ja z Gordonem walczyłem z bestiami przywołanymi przez maga renegata.
Po krótkim czasie zauważyłem, że Gordon ulega Ogarom Piekielnym, które wyczarował czarownik Felix. Ryzykując swoje życie, rzuciłem mu się na ratunek, podczas gdy trójka moich walecznych kompanów walczyła z jedną osobą kilka metrów dalej. Tylko dzięki szczęściu przeżyłem, a i Felix w końcu uległ przewadze liczebnej i odzyskaliśmy dokumenty dla burmistrza, który w dowód wdzięczności oddał Gurney’owi i Morgassowi ich księgi czarów.

Podczas kolejnych dni naszego pobytu w Bagest doszło do tragedii. W wyniku nieporozumienia i niepotrzebnej sprzeczki zostałem wyzwany przez jednego ze strażników miejskich na pojedynek, który miał się odbyć w koszarach. Wyzwanie to podjąłem niechętnie, ponieważ nie chciałem kaleczyć osoby, która mi nic nie zawiniła, ale strażnik się uparł i postawił na swoim. Pojedynek miał trwać do pierwszej krwi, jednak pechowo dla strażnika walkę zakończył jeden mój cios, który niemal odrąbał strażnikowi głowę. Przez ten czyn źle się czułem i przez następne kilka dni miałem potworne wyrzuty sumienia, ale jednak ciężko zapanować nad ćwiczonymi przez lata odruchami. Pomijając ten niemiły incydent nasze starania mające na celu odzyskanie Księgi nie ustępowały. Magowie ogłosili, że w mieście niebawem odbędzie się wielkie wydarzenie, na które zapraszają wszystkich mieszkańców Bagest. Ustaliliśmy, że nie ma sensu, abyśmy wszyscy udali się na ten pokaz, ponieważ może to być okazja do zdobycia Księgi, podczas gdy wszyscy będą zajęci podziwianiem magii czarowników.
Ja i Morgass udaliśmy się na pokaz, a reszta grupy poszła do biblioteki poszukać Księgi. Mieliśmy nadzieję, że w bibliotece Kapituły Cienia, dostępnej dla wszystkich zainteresowanych, znajdziemy jakieś tajne pomieszczenie, gdzie Księga mogła być przechowywana. Nie wiem czy to co zrobili magowie z Bagest można by nazwać przedstawieniem, ja raczej użył bym słów „Wielki Pokaz Potęgi”. Przy pomocy magii żywiołów, pięćdziesięciu magów Kapituły Cienia, wraz ze swoim przywódcą Aphorphisem, „wezwało” ze środka ziemi blok skalny, który wyrósł w środku miasta na wysokości kilkudziesięciu metrów. Magowie ogłosili, że blok ten miał stać się w przyszłości siedzibą Kapituły Cienia. Z niego miała zostać wydrążona Wieża, która będzie stanowić o potędze tej organizacji. Do rzucenia tak silnego zaklęcia, magowie renegaci użyli skradzionej Księgi Kapituły, w której musiało być ono zapisane. Nie muszę chyba mówić, że wyprawa reszty drużyny do biblioteki była bezsensowna?
Po tym wszystkim poszliśmy do gospody, gdzie spotkaliśmy naszych przyjaciół. Stan, w którym się znajdowali, nie był godny pozazdroszczenia, ponieważ cali byli poranieni i poparzeni. Jak się okazało w bibliotece napotkali na dosyć spore problemy i wynikła walka, w której nie zdołali odnieść zwycięstwa. Dodatkowo atmosfera była bardzo napięta, doszło do kłótni o przedmioty, które podarował nam Gallem Lepiss na czas wykonywania misji. Ja i Morgass uważaliśmy, że jeżeli my byśmy posiadali eliksir niewidzialności, to moglibyśmy udać się za magami do ich kwater i skraść im Księgę, kiedy byli wyczerpani po rzuceniu zaklęcia przywołania. Ale niestety eliksiry zabrał Gurney z Kragimorem i Gordonem i dalej byliśmy w kropce. Dodatkowo część grupy, która wyprawiła się do biblioteki, była teraz poszukiwana przez magów renegatów i musiała się ukrywać. Nasza misja stanęła pod znakiem zapytania.
Jako, że nasi przyjaciele stali się osobami poszukiwanymi przez magów, postanowiliśmy opuścić miasto i przeczekać jakiś czas w pobliskich lasach, aż sprawa przycichnie. Poprosiliśmy o pomoc burmistrza, który się zgodził przechować nas w magazynie miejskim do czasu, aż się ściemni, a później pomóc wydostać się z miasta.
Gdy opuściliśmy mury Bagest z Kragimorem zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Kapłan Richitera zachowywał się jak opętany, wykrzykiwał jakieś dziwne słowa i ogólnie robił spore zamieszanie. Na domiar złego w pobliżu pojawiła się ognista postać, którą musiał w jakis sposób przywołać Kragimor. Przypuszczaliśmy, że został opętany przez demona, kiedy kilka miesięcy temu dotknął przeklętego ołtarza w starej świątyni. Dotąd opierał się mocy istoty, ale w kulminacyjnym momencie przegrał sam ze sobą. Emanacja demonicznej istoty zaatakowała nas magią ognia i ledwo co sobie z nią poradziliśmy. Dopiero później Kragimor powiedział nam, że już od wielu tygodni, w snach prześladowała go istota z ognia, wykrzykując imię „Bar-Dalun!”
Kragimor postanowił, że uda się do miasta, do kapłanów Arianne i że może oni będą mu w stanie pomóc. My postanowiliśmy ponownie przedostać się do dzielnicy rządzonej przez magów. Jako pierwsi poszli Morgass i Gordon. Niestety zostali rozpoznani i wyruszył za nimi pościg. Jako, że przyjaciele byli w opałach, ruszyłem na spotkanie im, starając się zetrzeć z jak największą ilością wrogów. Miałem nadzieję, że reszta naszej ekipy przegrupuje się i pomoże mi w walce. Niestety tak się nie stało, ponieważ moi byli przyjaciele czym prędzej postanowili uciec do lasu, pozostawiając mnie na pewną śmierć. Tylko cud sprawił, że wyszedłem z tej walki cało i udało mi się również uciec do lasu. Ciężko ranny, majacząc z wycieńczenia, błąkałem się przez cały dzień po lesie. Dziwnym trafem zdołałem spotkać resztę drużyny i udaliśmy się daleko w las, jak najdalej od Bagest, aby zastanowić się nad naszymi dalszymi poczynaniami. Ja jednak już wtedy wiedziałem, że nie chcę w najbliższym czasie z nimi podróżować.
Gdzieś w głębi lasu napotkaliśmy na chatę pustelnika, który pozwolił nam przenocować do czasu aż się wykurujemy. Po krótkiej dyskusji powiedziałem, że mam zamiar opuścić kompanów i zrezygnować z misji, aby przemyśleć moje dotychczasowe poczynania. Ustaliliśmy, że się spotkamy za rok w Gildenhornie w karczmie „Zielony Gryf”.