Kroniki I: Z deszczu pod rynnę, czyli Bezimienny Klasztor Sierot (autor: Cad)

Występują: Dalinar de Vries (Cad), Gniewomir de Vries [Młody] (Prosiak), Igo de Vries (Sarak), Kejn de Vries (Bast)

Czas i miejsce: Lata 210-211 po Zaćmieniu. Rejon Karabaku. Południowy kraniec miasta Mar-Margot, Bezimienny Klasztor Sierot.


Pobyt Dalinara w domu ciotki Margaret nie trwał długo. Od początku dało wyczuć się chłód w słowach siostry Julii, która pomimo okazywanej na zewnątrz troski, raczej nie darzyła sympatią przybranych dzieci de Vries. Niejasnością nie było końca i pomimo usilnych pytań nikt nie był w stanie wytłumaczyć jak doszło do pożaru oraz co się stanie z kasztelem rodziców. Już po kilku tygodniach Margaret oznajmiła, że ich dom nie jest w stanie pomieścić dodatkowych czterech osób i chłopcy muszą się przenieść do Bezimiennego Klasztoru Sierot, którym opiekują się mnisi bogini Delidii. Dalinar odwiedzał go kilka razy wraz z Robertem, ale nigdy tak naprawdę się nie przyglądał jak wyglądało życie podopiecznych klasztoru.

Bezimienny Klasztor Sierot - mapa poglądowa

Jak się okazało, w następnych miesiącach miał się o tym przekonać na własnej skórze. Przeorem klasztoru była Carmilla, która była piękną kobietą, noszącą wyzywające stroje, kłócące się z wyobrażeniem o kapłankach. Carmilla przyjęła chłopców do klasztoru zachowując uprzejmość, która wynikała z faktu, iż byli podopiecznymi Margaret, która bądź co bądź miała wysoką pozycję w radzie miasta Mar-Margot. W przeciwieństwie do pozostałych podopiecznych, zostali ulokowani w Górnym Zamku, gdzie swoje pokoje mieli również żyjący tam kapłani. Ten fakt nie umknął uwadze pozostałych dzieci, zamieszkujący tzw. Dolny Zamek i spowodował, że od początku nie darzyły one czwórki de Vries sympatią.

Początkowo pobyt w klasztorze można było określić jako znośny, ale sprawy dopiero miały się skomplikować. Chłopcy zostali poinstruowani, że muszą się odwdzięczyć za swój pobyt modlitwą i pracą na rzecz klasztoru. Zajęcia, którymi parały się dzieci były przeróżne, od szycia ubrań, do wypalania cegieł – sierociniec posiadał swoją szwalnię i piece do wypalania cegieł. Pierwszą oznaką, że nie wszystko będzie się układało, była sytuacja z Gordonem. Jeden z braci Dalinara, znużony kolejnymi modlitwami, zakwestionował sens tych działań oraz nie okazał szacunku bogini Delidii, co spotkało się z natychmiastową reakcję Gordona. Mnich, nie zważając na pozostałych braci, kijem powalił Młodego, tak iż stracił on przytomność. Dalinar od razu rzucił się na Gordona w obronie brata, ten jednak niedbałym ruchem zrzucił go z siebie i również potraktował kilkoma razami. Cała czwórka była w szoku, ponieważ Robert i Julia nie używali w stosunku do nich przemocy i nie spodziewali się takiej reakcji na ich słowa. Bracia od razu też postanowili powiadomić o tym zdarzeniu Margaret, jednak okazało się to nie być takim prostym zadaniem. Pomimo kilku listów od chłopców, Margaret nie zjawiała się w klasztorze, a przeorysza usprawiedliwiała te zachowanie koniecznością zajęcia się dodatkowymi obowiązkami jakie Margaret miała objąć w Radzie Miasta. W klasztorze chłopcy poznali również Starego Hara, który wytłumaczył im panujące w nim zasady. Podstawowa zasada dotyczyła bezwzględnie oddawania czci i zgłębiania nauk bogini Delidii.

Dni upływały jeden po drugim, aż pewnego razu przeorysza Carmilla przywołała ich do siebie. Miała do przekazania złą wiadomość odnośnie Margaret. Ciotka zmarła niespodziewanie, a jej mąż nie poczuwał się w obowiązku łożyć na ich utrzymanie. Oznaczało to, iż muszą się przenieść do Dolnego Zamku, gdzie śpią pozostali podopieczni klasztoru. Dzieci nie przywitały ich z otwartymi rękami, a pamiętając o ich specjalnych przywilejach w ostatnich miesiącach, postanowiły się odwdzięczyć. Kończyło się to częstymi bójkami, jednak czwórka de Vries trzymała się razem i nie odpuszczali nikomu w bijatykach. Dodatkowo Dalinar, wraz z braćmi, musiał zapracować na swoje utrzymanie, pomagając przy cięższych pracach w klasztorze. Jedną z nich było czyszczenie zamulonej studni, jednej z dwóch na terenie sierocińca. I to właśnie w trakcie tej pracy chłopcy natknęli się na ciekawe odkrycie. W ścianie studni, tuż nad poziomem mułu, można było zauważyć że mur skruszał i za nim jest jakaś dziura. Ciekawskie chłopaki raz dwa usunęli kamienie i ich oczom ukazał się wąski tunel prowadzący lekko w górę. Od razu zdecydowali się sprawdzić, gdzie on prowadzi, jednak po pobieżnym przeszukaniu przez Kejna, okazało się, że tunel jest długi i stwierdzili że powinni się do tego nieco lepiej przygotować. Zgłosili się na wykonywanie dodatkowych prac przy oczyszczaniu studni, organizując dodatkową lampę oraz linę i wieczorem po modlitwach zeszli do studni sprawdzić dokąd prowadzi tajemniczy tunel.

Początkowo musieli wspinać się przy pomocy liny zamocowanej przez Kejna, jednak po kilku metrach tunel zrobił się większy i można było nim iść będąc wyprostowanym. Ostrożnie przesuwali się do przodu, nie chcąc narazić się na upadek, czy też inne niechciane okoliczności. Jako że Kejn był z nich najstarszy oraz najsprawniejszy, wyznaczał drogę, którą podążała pozostała trójka. Po kilkunastu metrach doszli do schodów, które prowadziły do góry. Nie wyglądało to na przypadkowy tunel. Na szczycie schodów znaleźli dwa korytarze, więc nie zastanawiając się długo, ruszyli pierwszym z nich. Ciemność, w której przebywali, pozwoliła im dostrzec, że przez ścianę przed nimi sączy się strużka światła. Jak się okazało, światło to padało z pokoju przeoryszy Carmilli, a w samym pokoju działy się niezwykłe rzeczy. Przeorysza, wraz z nieznajomym człowiekiem, kotłowała się w pościeli w akompaniamencie głośnych oddechów. Każdy z nich chciał zajrzeć przez dziurkę w ścianie i choć przez chwilkę się temu przyjrzeć, aż ich policzki spłonęły purpurą. Po zaspokojeniu swojej ciekawości, ruszyli dalej, sprawdzając, czy natkną się na równie interesujące sceny. Jednak zamiast miłosnych uniesień, udało im się znaleźć sekretne przejście do jednego z pokoi Górnego Zamku. Przejście to zostało dobrze zakamuflowane i znajdowało się w kominku obszernej sali, w której stał spory ołtarz oraz ławy. Chłopcy obszukali pomieszczenie, szukając jakichś „skarbów”, ale nie znaleźli niczego godnego zabrania. Po kilku dodatkowych minutach, uznali, że czas wracać, żeby nie wzbudzać podejrzeń mnichów. W drodze powrotnej podsłuchali interesującą rozmowę przeoryszy z jej gościem. Wspominała ona w niej, że nie będzie w stanie dostarczyć takiej ilości dzieci jakiej od niej wymagają. Carmilla rozmawiała jeszcze o innych sprawach, jednak młodzi chłopcy nie byli w stanie zrozumieć sensu rozmowy, gdyż poruszała nieznane im aspekty interesów dwójki kochanków. Po podsłuchaniu przeoryszy, postanowili wrócić do swojego pokoju, a eksplorację kolejnego korytarza zostawić na następny dzień.


Kroniki II: Ucieczka do Białej Osady (autor: Cad)

Występują: Dalinar de Vries (Cad), Gniewomir de Vries [Młody] (Prosiak), Igo de Vries (Sarak), Kejn de Vries (Bast)

Czas i miejsce: Lata 212-213 po Zaćmieniu. Rejon Karabaku. Bezimienny Klasztor Sierot, a następnie Biała Osada, leżąca na przełęczach Białej Rzeki.


W dniu tym zaplanowane było rozpoczęcie Karnawału Światła Delidii. Z tej okazji w klasztorze zjawiali się okoliczni kupcy, osobistości związane z Kościołem Delidii oraz organizowane były zawody w walce na kije. W zawodach tych mógł uczestniczyć każdy z wychowanków klasztoru, który się zgłosił, a nagrodą była lżejsza praca w następnych tygodniach oraz dodatkowe lepsze wyżywienie. Z czwórki chłopaków de Vries zgłosił się Kejn oraz Dalinar. Oboje chcieli udowodnić swoją siłę i zaimponować pozostałym dzieciom. Igo postanowił kibicować braciom, a Młody awansował na giermka Dalinara. Jednak zanim zawody się na dobre rozpoczęły, chłopcy pomagali, przybyłym do klasztoru kupcom, ładować zakupione towary. Jakie było ich zaskoczenie gdy w jednym z kupców rozpoznali Jaromira, służącego, który pomagał w ich wychowaniu w domu ojca. Poprosił on Igo o pomoc przy wyborze ziół i wykorzystując tą okazję, przekazał im wiadomość. Jaromir zjawił się w klasztorze, żeby zabrać z niego chłopaków, jednak zanim to zrobi, miał dla nich jedno zadanie. Mieli oni mianowicie zlokalizować w klasztorze pokój z księgami rachunkowymi i przepisać jeden z rozdziałów. Oczywiście najlepszą osobą do wykonania takiego zadania był Igo, który miał doświadczenie jako pomocnik skryby, a szczęśliwym trafem chłopcy się domyślili, gdzie można znaleźć wspomnianą księgę. Aby się do niej dostać, trzeba było wykorzystać sekretny korytarz, który eksplorowali poprzedniej nocy. Plan zakładał, że Igo, razem z Kejnem, wybiorą się po zawodach, aby wypełnić powierzone im przez Jaromira zadanie, a Dalinar i Młody będą pilnować roboty przy studni.

Zanim jednak nadszedł wieczór, rozpoczęły się zawody. Już pierwsze walki pokazały wielką zawziętość w poczynaniach Dalinara oraz spore umiejętności Kejna. Oboje wygrali swoje pojedynki i pewnie awansowali do kolejnej rundy. W tym dniu miały się odbyć 4 walki, tak aby uczestnicy walk półfinałowych mogli odpocząć przez noc. Wszystko szło zgodnie z planem i chłopcy awansowali do kolejnych rund, jednak w trakcie dnia nastąpiło małe zamieszanie. Igo, nie chcąc opuszczać klasztoru bez swojego pierścienia, który był w depozycie u Gordona, zapytał go czy mógłby go odzyskać. Gordon wykazał się przychylnością, jednak jak się okazało, pierścień miał wrócić do Igo tylko wtedy, gdyby Dalinar zwyciężył Kejna w bezpośrednim starciu. Jako że przed nimi była faza ćwierćfinałowa, gdzie przeciwników wskazywał „los”, bracia de Vries nie zdziwili się wcale, że to właśnie ich, zrządzeniem losu, postawiono naprzeciwko siebie. Igo, jeszcze przed walką, przekazał im informacje co jest losem tego pojedynku, czym dodatkowo zdopingował młodszego Dalinara. Walka miał arcyciekawy przebieg. Na początku z wyrachowaniem zaatakował znacznie szybszy Kejn i dosyć szybko doprowadził do dwóch trafień. Jeden z ciosów był tak potężny, że Dalinar długo nie mógł dojść do siebie. Okazało się, że to nie tylko go nie zniechęciło, ale wyzwoliło w nim dodatkowe pokłady wściekłości. Dalinar z furią zaatakował Kejna, jakby to był jego wróg na polu bitwy, a nie brat na klasztornym placu. Szaleńczy atak zaskutkował celnym trafieniem i dość nieszczęśliwym potknięciem Kejna, który zaczął kuleć i był zdecydowanie wolniejszy niż na początku pojedynku. Kolejne sekundy walki doprowadziły do zaskakującego zakończenia, bo Kejn, robiąc unik, upadł na jedno kolano, a Dalinar wyprowadził potężny cios, który trafił brata prosto w skroń. Kejn padł jak rażony piorunem bez świadomości. Dalinar, wystraszony nieco swoim czynem, doskoczył, żeby sprawdzić czy Kejn jeszcze dycha, co na szczęście nadal miało miejsce. Dzięki takiemu obrotowi sprawy Igo odzyskał swój pierścień, a Dalinar przez następne tygodnie wspominał przebieg walki z Kejnem rozprawiając o każdym wyprowadzonym ciosie.

Wieczorem, zgodnie z ustaleniami, Igo przedostał się do komnaty z księgami rachunkowymi i przepisał rozdział, o który prosił Jaromir. Sam tekst zapisany był jakimś szyfrem, więc bracia nie dowiedzieli się co w nim było. Jeszcze przed nocą Igo przekazał tekst kupcowi, a ten obiecał, że zabierze ich wszystkich w ostatni dzień karnawału, czyli za dwa dni. Rodzeństwo rozpoczęło przygotowania do ucieczki. Przygotowali nieco jedzenia oraz bukłaki z wodą. Zabrali również siekierkę, która miała im służyć za broń.

Następnego dnia odbywał się pojedynek półfinałowy. Brał w nim udział Dalinar, który podchodził bardzo poważnie do przygotowania. Młody, jako giermek, pomagał założyć skórzany kaftan, który miał zabezpieczać przed zbyt poważnymi obrażeniami oraz opowiadał o słabych stronach przeciwnika brata. Niestety starcie nie potoczyło się po myśli Dalinara i znacznie starszy przeciwnik, wykorzystując różnicę szybkości i zasięgu, doprowadził do jego poddania. Nie zmąciło to jednak dobrego humoru Dalinara, który mógł wspominać wygraną walkę z Kejnem.

Pod wieczór, bracia wybrali się jeszcze, aby eksplorować pozostałe korytarze sekretnego przejścia. Natknęli się tam na niesamowite odkrycie. W podziemiach, za zaryglowanymi drzwiami, które jakimś cudem otworzył Kejn, za pomocą prostych wytrychów, natknęli się na pomieszczenie, w którym porozrzucane leżały ciała dzieci. Smród w pomieszczeniu spowodował, że wszyscy wybiegli na zewnątrz i przez kilka minut targani byli torsjami. Jednak dziwna fascynacja śmiercią, kazała im tam wrócić, żeby to zobaczyć jeszcze raz. Wśród ciał zauważyli kilka osób, które znali, a które według ich wiedzy opuściły klasztor, aby się usamodzielnić. Zrozumieli, że tak naprawdę droga takich osób prowadziła do tego pomieszczenia. Dzieci nie rozumiały, jak takie zło jest możliwe, jednak zrozumiały, że w samym klasztorze, dzieją się rzeczy, od których trzeba trzymać się jak najdalej. Czym prędzej upuścili tajne korytarze i udali się na swoje prycze, jednak nie byli w stanie zasnąć przez całą noc. Następnego dnia wypatrywali Jaromira i swojej drogi ucieczki. Umówionym sygnałem miał być pożar wzniecony w niższej części zamku.

Gdy nadszedł właściwy moment, bracia czym prędzej schowali się na wozie Jaromira w pustych skrzyniach. Jednak chaos jaki wywołał pożar i spora ilość kupców z wozami, przebywająca na terenie klasztoru, spowodowała zator. Wszędzie biegali ludzie, niektórzy by gasić ogień, a niektórzy dobyli broń i szukali podpalacza. Jaromir, który powoził, próbował przedrzeć się pomiędzy wozami, gdy nastąpiło niespodziewane wydarzenie. Młody, stanął pośrodku wozu, a jego amulet, który przechowywał przez cały ten czas ukryty, wręcz pochłonął wszechobecny ogień. Chwilę po tym upadł między skrzynie bez znaku życia, a Jaromir przemknął w kierunku bramy. W kierunku wozu poleciały strzały, jednak bracia ukryli się dobrze w skrzyniach, co zapewnio im względne bezpieczeństwo. Jaromir przez kilka godzin pędził po drodze, oddalając się od klasztoru. Gdy upłynęło jeszcze kilka chwil, wóz się zatrzymał, a bracia wyjrzeli ze swoich kryjówek, aby sprawdzić gdzie się znajdują. Niestety widok bełtu wystającego z pleców Jaromira, uzmysłowił im, że to nie koniec problemów i ratunek, na który tak wyglądali, może się zamienić w kolejny koszmar. Jaromir, ostatkiem sił, powiedział barciom, że ich rodzinny kasztel przepadł, a oni muszą się udać z biegiem Białej Rzeki, aż dojdą do wioski Biała Osada i odszukać tam niejakiego Vernira. Napisał im nawet krótki list, który mieli przekazać osobiście na jego ręce. Niedługo później Jaromir wydał ostatnie tchnienie, a bracia pieszo ruszyli leśną ścieżką we wskazanym przez Jaromira kierunku. Według jego wskazówek, podróż miała im zająć kilka dni i tak też było. Przestraszeni, wygłodniali i zmęczeni, dotarli do młyna wodnego, którego właściciel Harold obiecał pomóc odnaleźć Vernira, a który jak się okazało, mieszkał pod przybranym imieniem Ragn w Białej Osadzie.

Ich pierwsze spotkanie przebiegało w podejrzliwej atmosferze. Pomógł list od Jaromira, który tłumaczył pochodzenie braci de Vries. Jak się okazało, pozostali w wiosce na kilka następnych lat…


Kroniki III: Tajemnica Białej Osady i opowieść Vernira (autor: Cad)

Występują: Dalinar de Vries (Cad), Gniewomir de Vries [Młody] (Prosiak), Igo de Vries (Sarak), Kejn de Vries (Bast)

Czas i miejsce: Lata 213-215 po Zaćmieniu. Rejon Karabaku. Biała Osada, leżąca na przełęczach Białej Rzeki.


W Białej Osadzie bracia przebywali pod opieką sióstr Celesty i Eugenii, razem z trzema innymi sierotami. Ragn, od czasu do czasu, zabierał chłopaków do siebie aby, poznali lepiej Białą Osadę i pomagali przy niezbędnych pracach. O ile siostry zajmowały się edukacją, o tyle ich pozostałe umiejętności, nie mogły się rozwijać. Igo często wspominał o szkole czarodziejów, do której miał się wybrać, aby poznać arkana magii, a co miał obiecane przez Roberta dzień przed pożarem kasztelu. Jednak aktualnie taka wizja wydawała się bardzo odległa. Ragn na wszelkie pytania odnośnie Roberta, jego śmierci, czy też jego znajomości z nim samym odpowiadał, że wszystkiego się dowiedzą w swoim czasie. Powodowało to frustrację u niecierpliwych chłopaków, którzy oczekiwali zdecydowanych działań i konkretnych informacji. Od czasu do czasu Ragn zabierał braci do odległych gospodarstw Białej Osady, aby mieli szansę poznać tamtejszych gospodarzy. Pewnego razu wybrał się z nimi do Grahama. Był on starym znajomym Ragna z czasów, kiedy obaj podróżowali po świecie w poszukiwaniu przygód. Bracia starali się wykorzystać tą sposobność, aby wyciągnąć więcej informacji na temat majątku ich ojca, jednak dowiedzieli się tylko, że sprawa jest mocno skomplikowana i wymaga dalszych starań.

Po dotarciu na miejsce poznali Grahama i jego rodzinę, a nie byli oni typowymi farmerami. Sam Graham mierzył chyba dwa i pół metra i górował nad wszystkimi wokół, jego żona pomimo szczerej i radosnej twarzy, była ogromną kobietą, wyższą niemal o głowę od Ragna. Mieli oni również dziesięciu synów, część z nich było dziećmi poprzedniej żony Grahama, którzy mieszkali razem z nimi na farmie. Kilku z nich zdążyło już się usamodzielnić i mieszkali w osobnych domach ze swoimi żonami i dziećmi. Wszystko to razem powodowało, że w obejściu panował niezmierny zgiełk i rozgardiasz. Bracia de Vries szybko dogadali się z synami Grahama i jak to chłopcy przeszukiwali pobliskie stodoły i pola w poszukiwaniu wyimaginowanych wrogów i bestii. Wieczorem Graham i Ragn, razem ze wszystkimi domownikami, zasiedli przy stole, aby jeść, pić i opowiadać o starych czasach. Najwyraźniej biesiada się mocno przedłużyła, ponieważ, gdy chłopcy wstali następnego poranka, niektórzy biesiadnicy nadal spali przy stole, łącznie z żoną Grahama, Rothildą.

Wykorzystując brak nadzoru, Dalinar z braćmi, wraz z dwójką synów Grahama, Willem i Ronem, udali się do pobliskiego lasu, aby grać w podchody. Niestety nie obyło się bez przygód. Jeden z synów Grahama, Ron, chowając się w gąszczu, spowodował osunięcie się ziemi i wpadł do powstałej czterometrowej dziury w ziemi. Jego upadek był na tyle nieszczęśliwy, że najprawdopodobniej złamał nogę. Wystraszeni chłopcy czym prędzej pobiegli po pomoc na farmę. Po przybyciu Graham z Ragnem obwiązali linę wokół drzewa i z pomocą Kejna wyciągnęli Rona z dołu. Jednak ich przygoda na tym się nie zakończyła, ponieważ gdy Kejn był na dole, aby pomóc Ronowi się wykaraskać, zauważył, że tak naprawdę miejsce, do którego wpadł przez przypadek Ron to jakiś podziemny tunel. Fakt ten bardzo zaciekawił Ragna, który postanowił to sprawdzić. Ron został zabrany przez synów Grahama go gospodarstwa, a reszta, czyli Graham, Ragn i bracia, zeszli na dół i oświetlając sobie drogę pochodnią, ostrożnie ruszyli tunelem. Kilka kroków dalej natknęli się na kamienne drzwi, nad którymi wyryty był napis w języku, którego nie znali, wraz z dziwnym symbolem róży, z której ściekała kropla krwi. Wyglądało na to, że jest to martwy zaułek, gdy Ragn wypowiedział kilka słów w nieznanym języku, a kamienne drzwi rozpłynęły się w powietrzu. Nic więcej nie trzeba było, aby wzbudzić zainteresowanie wszystkich obecnych i aby sprawdzić co się znajduje w komnacie przed nimi. A tam, ku ich zaskoczeniu, znaleźli sarkofag z płaskorzeźbą, przedstawiającą jakiegoś monarchę z mieczem. Ragn oddał mu hołd, przyklękając na kolano i nakazał to również pozostałym. Powiedział, że prawdopodobnie jest to jeden z byłych władców tej krainy i fortecy Manmarr, której ruiny górują nad Białą Osadą. Gdy oświetlili komnatę pozostałymi pochodniami, zauważyli, że jest w niej również skrzynia, w której znajduje się kilka przedmiotów. Ragn przejrzał im się pobieżnie i znalazł kilka starych ksiąg oraz spory kryształ osadzony w srebrnej siatce. Widać było po nim spore zaskoczenie oraz porozumiewawcze spojrzenia pomiędzy nim i Grahamem. Bracia, sami w szoku po tych odkryciach, postanowili dowiedzieć się czegoś więcej, jednak ponownie Ragn unikał odpowiedzi na ich pytania. Po chwili zadecydował, że może tu nadal być niebezpiecznie i powinni wracać do domu Grahama. W związku z tym wydarzeniem ich pobyt przedłużył się o kolejny dzień, w trakcie którego Dalinar z braćmi kontynuował zabawę, udając że są pochowanym królem z sarkofagu, a Ragn z Grahamem niepostrzeżenie wymknęli się, aby sprawdzić odkryty tunel.

W trakcie drogi powrotnej bracia próbowali wyciągnąć więcej informacji o osobie pochowanej w sarkofagu, jednak i tym razem Ragn zbył ich, powołując się na zapewnienie, że wszystkiego się jeszcze dowiedzą w swoim czasie. Tak też się stało i w trakcie ich pobytu w Białej Osadzie, zdarzył się w końcu dzień, kiedy Ragn przybył po chłopców, obiecując im pierwszą ważną lekcję, którą chciał im przekazać. Wszyscy razem wyruszyli na szlak, prowadzący na wschód od Białej Osady, a potem na północ od Mar-Margot. Po kilku dniach zboczyli z głównego traktu, który prowadził z Mar-Margot do krainy północnych i udali się na wzgórze, z którego mieli dobry widok na przebiegający w dole szlak. Chłopcy, nie wiedząc czego mogą się spodziewać, dopytywali czego mają wypatrywać, jednak zapewniono ich tylko, że będą wiedzieli, jak tylko to zobaczą. I tak rzeczywiście się stało. Następnego dnia, na trakcie, przy akompaniamencie bębnów, pojawiła się ogromna kolumna ludzi. Na przedzie szli bębniarze oraz rycerze z barwami Boskiej Delidii. Wszędzie były proporce bogini oraz konni. Za nimi ciągnęły się po horyzont wozy, w których w kajdanach przewożeni byli niewolnicy i towary. Były to czasem całe rodziny, które najwyraźniej trafiły do niewoli, a teraz udawały się w kierunku Ambardu. Minęła dłuższa chwila, zanim bracia przestali się przyglądać jak zahipnotyzowani karawanie, a wtedy swoją opowieść rozpoczął Ragn:

„Słyszycie bębny? Przyjrzyjcie się dokładnie tej grupie…
...
To co widzicie tam w dole, na trakcie, to przemarsz Karawany Łez. Tak ją tu nazywamy. Setki metrów ciągnący się pochód niewolników zmierzający na północ, do stolicy Ambardu, boskiego miasta Delidii. Zapamiętajcie to bardzo dobrze, żebyście wiedzieli z czym wam się przyjdzie mierzyć - jest to roczny trybut jaki prowincja Karabak musi zapłacić królowej-bogini. Niektórzy z tych ludzi zostaną poświęceni na jej ołtarzach, a sporą część czeka los niewolników, na których w zasadzie zbudowano potęgę Ambardu...
...
Eh dzieciaki. Minęły już 2 lata od kiedy do mnie przyszliście i czas wejść w dorosłość. Nie mogę już dłużej tego odwlekać. Opowieść zacznę od siebie samego.
...
Jak już wiecie moje prawdziwe imię to Vernir. Dawno temu byłem wędrownym rycerzem bez domu, żyjąc z wojaczki. Tułając się po świecie poznałem waszego ojca, Roberta, a on pomógł mi wstąpić na służbę do tajemnego bractwa zwanego Atolla, którego symbolem jest Krwawa Róża, którą to widzieliście i o którą pytaliście kilka miesięcy temu w grobowcu na farmie Grahama. Zakon Atolla upadł ponad 400 lat temu, czyli długo przed Zaćmieniem. Był to jeden z wielu tak zwanych walczących zakonów Wielkiego Dominium, władający południem tego ogromnego imperium, które przez wieki swego istnienia rządzone było przez wspaniałe dynaste Arkanidów i Gotethrydów i które niestety rozpadło się na mniejsze królestwa późniejszej Tragonii, Arkanii i Norishii. Faktem jest, że Zakony Krwi i ich wielcy mistrzowie przez setki lat nieśli wiedzę, prawo i porządek dla ludzkości, a próżnię po nich wypełnili kolejni władcy i kolejne coraz słabsze królestwa, koalicje i tak dalej, aż do głośnego upadku tego wszystkiego. My jako zakon istniejemy do dziś, ale jesteśmy nieliczni i rozproszeni, aby uniknąć wykrycia.
...
Pytacie przez kogo? Hah! Trochę tego jest. Zakon Atolla, jak i inne, wszelkie pozostałości po Wielkim Dominium, są śmiertelnymi wrogami Imperium Ambardu, którego, jak już wiecie, władczynią jest ta przeklęta Delidia. Cały otaczający nas obecnie świat to albo te cholerne i wszędobylskie Kulty Węży – boga Malakusa – na południowym-wschodzie, Upadłe Krainy – boga wojny Eliosa albo Lenna Zhaka – boga ognia. Poza Białą Osadą i Karabakiem nie jest wesoło, chociaż i u nas życie nie jest łatwe, jak pewnie zdążyliście już zauważyć.
...
Osada jest enklawą, która zapewnia wam, póki co, bezpieczeństwo, ale świat, w który niedługo wyruszycie, jest zgoła inny. Opowiem wam dzisiaj trochę legend, mitów i pewnie trochę w tym wszystkim faktów – należy się wam. Co jest z tego prawdą wiedzą tylko starzy bogowie.
Ale co mi tam.
...
Setki lat temu ta kraina była domem dla niezliczonych istnień, ale wyniszczające wojny, które przyszły z Północy, a wcześniej z Zachodu Beredunu, zniszczyły ją doszczętnie, a ludność zdziesiątkowały. Jesteśmy cieniem tego co było i staczamy się w epokę barbarzyństwa. Niektórzy odważniejsi, co życie im niemiłe, mówią, że to wina nowych bogów, którzy zstąpili na ziemię, przynosząc jedynie ciemne wieki.
...
W wyniku tych wojen dawna Tragonia oraz Święty Las Leredeon przestały istnieć, a jakby tego było mało, starzy bogowie, w swym gniewie, pokarali ludzkość w miejscu, gdzie to wszystko się zaczęło. A może to nie oni, tylko to wściekła na nas natura?
...
Nie jestem jakoś szczególnie wierzący, no ale mówią, że bogowie w gniewie przepołowili ziemię, wydobywając na świat rzeki ognia i trzęsienia, które pochłonęły cały Zachód. W miejscach gdzie było morze, wyrosły nieprzystępne góry, a lądy zostały zalane i zniszczone. Dobrze, że Karabak jest daleko od tego cholerstwa. Później dymy i trujące opary zdziesiątkowały kolejne narody. Jakby tego było mało, chwilę później przyszedł następny cios, czyli Zaćmienie, które trwało przez długie lata. Od Zaćmienia datujemy nasz kalendarz, teraz już wiecie dlaczego. Hah! Dziś mamy jesień roku 214 Po zaćmieniu, więc łatwo to wszystko policzyć…Po tym wydarzeniu chłopcy wrócili do Białej Osady nie zapominając o widoku którego byli świadkami. Naturalnie po tym wszystkim ziemia przestała rodzić owoce. Natura i bogowie odwrócili się od nas, a fale głodu, rozłamy sojuszy, nowe frakcje, wojny domowe i inne kataklizmy, które zrujnowały te wspaniałe kiedyś krainy, przeszły przez świat niczym huragan i zostawiły tylko zgliszcza. Kiedyś tak zwana Sroga Północ, najbardziej wysunięta północna prowincja dawnej Arkanii, obecnie nazywa się Rejonem Skazy, czy też Wyżyną Karabaku i należy do Delidii.
...
Świat, jaki istniał kiedyś, umarł, nie istnieje – jest złym miejscem, pełnym demonów i potworów, szalonych władców, państw-miast, które powstają i upadają, okrutnej magii i wszechobecnego niewolnictwa, gdzie słaby jest nikim. W tym wszystkim ludziom może słusznie się wydawać, że jedynym ratunkiem jest Światło Wiecznej Delidii.
...
Niektóre legendy mówią, że był jeszcze jeden bóg. Bezimienny Bóg, Praojciec. To już było Po Zaćmieniu.
...
Przybył on z Północy, a służyły mu stalowe demony, które potrafły rozbijać najtwardsze mury ludzkich fortec, a żadna ludzka magia, potężna w tamtych czasach, się ich nie imała. Mówi się, że to właśnie on zniszczył odwieczny Leredeon, siedzibę elfów, pełny ich pięknych, srebrnych miast i ukrytej w nich tajemnej wiedzy. Te elfy z Leredeonu, które przetrwały, odeszły na południe, a te, które pozostały, zasymilowały z ludzką rasą w miastach, mieszając się z nimi i osłabiając swoją krew. Do dziś elfy są niechętnie widziane przez kościół Delidii i inne kulty. Niektórzy obwiniają elfy za wszelkie zło świata. A to, że studnie zatruwają, albo że uroki rzucają i inne takie pierdoły. Bezimienny Bóg odszedł tak jak się pojawił, a mało która księga mówi w ogóle o tym fakcie – wiecie, tak jakby nie istniał. O imieniu, jeśli takie istniało, nie ma nic. Sam osobiście przetrząsnąłem dziesiątki manuskryptów na ten temat, ale nie znalazłem o tym nawet jednej wzmianki. Jakby ktoś je wymazał. A przecież nawet bogowie nie przychodzą sobie ot tak i nie odchodzą!
...
Ale Leredeon nie istnieje – to jest pewne. Z resztą ty Kejn, jesteś na to żywym dowodem, mieszkałeś tam i pewnie wiesz, że żyjecie tam jak zwierzyna łowna dla łowców niewolników. Niektóre kościoły rzeczywiście wierzą, że wszyscy bogowie pochodzą od jakiegoś Praojca, ale mówi się, że ten świat go na tyle zbrzydził, że odszedł i wróci, kiedy ludzkość znów się odrodzi. Drażliwy temat.
...
...
Jest jeszcze jedna rzecz. Kolejna cholerna legenda. Jak się domyślacie nic dobrego, hę? Wraz z Zaćmieniem, a może już wcześniej, podczas wielkich wojen, na świat przedostało się pradawne zło. Niektórzy nazywają je Koszmarami, inni Cieniami. Są to stwory z innego świata, w których nie ma życia, ani śmierci. Kapłani mówią, że ich osłoną jest mrok, ale potrafą też poruszać się w świetle dnia. Mówi się, że Cienie można spotkać w złych i splugawionych miejscach, ale także pośród wyjątkowo złych ludzi. Są tacy, którzy posługują się ich mocą, aby odnosić własne korzyści – są to tak zwane Kulty Cienia. Przynajmniej dwa z nich są znane, to jest „Bractwo Cienia” oraz „Znak Nicości”. Faktem jest, że mają potężną moc i są inteligentne, potrafą opanować ciało i duszę. Potrafą przyjąć też dowolny kształt, a żywią się ludzkimi emocjami. Ci, którzy z nimi bytują, czynią ogromne zło – ponoć każdy kontakt z nimi przynosi komuś cierpienie i ból. A to kogoś opęta szaleństwo, a to ktoś popełni okrutną zbrodnię.
...
No a później, już za czasów mojego ojca, na Północy pojawiła się ta cholerna Plaga. Kraj będący kiedyś Norishią, obecnie jest krainą opanowaną przez nieumarłych, których władcą jest istota zwana Królem Kości. Życia tam nie znajdziecie i nie ważcie się tam kiedykolwiek kierować waszych oczu, bo dołączycie do jego armii. To nie jest historia do straszenia niegrzecznych dzieci, tylko najprawdziwsza prawda. Kiedyś miałem okazję widzieć nieumarłego i lepiej, żebyście tego nie doświadczyli. Wędrowcy mówią, że Plaga z każdym rokiem się rozszerza i kiedyś dojdzie aż tutaj.
...
Zapytacie, że skoro jest tak źle, to czemu ludzie zgadzają się na to wszystko i nie przepędzą w diabły tych wszystkich bogów i ich kapłanów?
Wiecie, Delidia, Malakus i inni bogowie toczą na swój sposób walkę z Kultami Cienia i Plagą umacniając dzięki temu swoje panowanie. Są jedyną szansą dla niektórych krain. Co wy byście zrobili, gdyby wasz lud stanął w obliczu zagłady, a żyjący bogowie wyciągnęli swoją pomocną dłoń?
...
Niestety ci przeklęci bogowie wymagają od swoich wiernych bezkresnego oddania, a ich imperia ciągłego rozrostu poprzez kolejne podboje i rozszerzanie niewolnictwa. Widzieliście Karawanę Łez - idą za tym niezliczone ofary, a ci, którzy przeżyją, tworzą całe pokolenia przyszłych niewolników.
...
Rozpalcie ognisko. Przenocujemy tutaj, a rano zabieramy się z powrotem do Białej Osady. Zima idzie. Czuję to w kościach.”


Imperium Delidii zwanego Dominium Ambardu

Dalinar długo rozmyślał o starych Bogach, którzy byli wyznawani na świecie przed Delidią i wypytywał o to Ragna. Ten opowiedział mu o panteonie bóstw oraz o wartościach jakie sobą reprezentowali dla ludzi z poprzedniej epoki. Temat ten odtąd zaczął kiełkować w głowie Dalinara i postanowił on poszukać osób, które mogłyby przybliżyć mu starą wiarę, w którą przecież wierzył jego rodzony ojciec.

W trakcie ich pobytu w Białej Osadzie miało miejsce jeszcze jedno wydarzenie, którego znaczenia nie zrozumieli. Pewnego dnia do Ragna przybył wędrowiec, którego dobry strój rzucał się w oczy. Bracia domyślili się, że musi on pochodzić z dobrego rodu, którego było stać na takie ubrania. Został im przedstawiony jako Anton i Rang zaprosił ich na obiad, który mieli razem spożyć z nowym przybyszem. W trakcie obiadu, Anton wypytywał ich o pochodzenie i przeszłość, jednak bracia pomni wskazówek Ragna, nie dzielili się informacjami zbyt szczodrze. Wydawało im się, że ten krótki czas spędzony z wędrowcem, był swego rodzaju testem, którego rezultat mieli poznać w późniejszym czasie.

Kolejne tygodnie upływały na nauce i oczekiwaniu na zakończenie mroźnej zimy, a tuż po niej, na braci czekała nie lada niespodzianka. Ragn, po sprawdzeniu, że szlaki zaczęły być przejezdne, poinformował ich, iż nadszedł czas, aby przygotowali się do dorosłego życia oraz wyszkolili się zgodnie ze ścieżkami, które dla siebie wybrali. Młody miał wyruszyć z Antonem do klasztoru, w którym miał dowiedzieć się więcej na temat amuletu, który wypalił się w jego piersi. Anton, jak się okazało, jest bratem ich przybranego ojca Roberta i jego wcześniejsza wizyta nie była przypadkowa. Igo miał udać się do Górskiego Gryfa, aby szkolić się na czarodzieja, a Kejn, wraz z Dalinarem, mieli, razem z karawaną, udać się do Karhanu, miasta najemników, aby podnieść swoje umiejętności w walce bronią. Wszyscy zobligowali się do stawienia w Białej Osadzie równo za 7 lat, aby połączyć ponownie swoje siły i odcisnąć swoje piętno na tej mrocznej krainie...